Sanok,

wtorek, 25 lutego 2020

Wspomnienie dnia 25.2.2020

1. Zadzwonił Y. Nie może wejść na plażę gdzie mieszkał w namiocie na Costa Adeje z powodu przypadku koronawirusa w hotelu H 10 w tymże Costa Adeje. Hotel zamknięty, jest ogrodzony taśmą. Policja zawraca przechodniów i gdy się rozłączył to akurat miał zapytać policjanta czy pozwoli mu przejść.  Ledwie kilka godzin wcześniej wysłałem mu informację o tym wybuchu epidemii na jego wyspie. Napisał mi w odpowiedzi że za takie smsy mnie zablokuje a tymczasem nie może wejść na plażę gdzie mieszkał w namiocie. ...Hotel H 10 mijał w odległości 20 metrów. 

2. Snołpark zamknięto a to najbliższy snołpark od mojej chaty w Polsce i mieści się w Czechach. Szejper szejpował najazdy na przeszkody nim mróz zetnie miękki śnieg na stoku. Ledwie kilka razy udało się mi dzisiaj poskakać z boxów.  Rajli nie próbowałem katować.  

Dzisiaj jeździłem jakieś 9 godzin bez przerw na desce. Na koniec w chacie rozbolało mnie biodro od wyciągu orczykowego. Bez sensu to zrobiono że orczyk ciągnie snołbordzistę tylko za jedną nogę przez co po kilku godzinach czy dniach- to po prostu boli. Ważę coś ponad sto kilo ze sprzętem. Chyba już jednak stary jestem. ..  

Adam Fularz


--
-------
Merkuriusz Polski
Polish News Agency polishnews.pl

poniedziałek, 24 lutego 2020

Wspomnienie dnia 22 lutego 2020 r.

1. Zdziwiony jeździłem na stoku narciarskim- było bardzo mało ludzi mimo lekkiego słonka i w miarę fajnej pogody.  W większości przypadków po 10 krzesełek przede mną na wyciągu krzesełkowym było kompletnie puste. 

Spotkałem lokalsa którego kiedyś poznałem. Jeździ na snołbajku i tylko na frirajdzie czyli poza trasami. Nie wiem jak on daje radę zabierać ten snołbajk do skibusów bo był on większy niż rower do downhillu i miał nawet osłony manetek na kierownicy niczym motor do motokrosu. 

Spotkałem jednego Polaka na stoku. Opowiadał mi jak jeździ do Włoch czy Austrii na narty a tutaj trafił tylko przypadkiem. Mówił że ze Szczecina do Austrii jest tylko 3 godziny dłużej autostradą niż do Czech. Pytał mnie o długości tras narciarskich bo tam gdzie on jeździł to miały nawet po 16 km długości.  Jedna z pętli- jakaś Cellaronda czy coś takiego- łącznie miała z 60 km długości i tylko kilka podjazdów.  

Tutaj po czeskiej stronie granicy najdłuższy odcinek to kilkanaście km trasy nartostrady z Jańskich Łaźni do Peci pod Śnieżką. Na tej trasie dwa razy się podjeżdża ratrakobusem. Raz tylko trzeba wypiąć snołbord by podejść z buta pod pętlę ratrakobusu.

2. Wracając tego dnia koło czwartej rano do pensjonatu- ucieszyłem się że nie mam samochodu bo bym pewnie go rozbił tej nocy. Była taka szklanka na drodze że te kilka km z klubu w wiosce do chatki na stoku - pokonałem ślizgając się w butach snołbordowych na drodze dla samochodów. Było lekko z górki więc - że 3 kilometry drogi tylko odpychałem się jakby ślizgając się po lodzie. Nie było sensu iść bo było zbyt ślisko i gdy tylko zwalniałem to od razu groził mi upadek.  

Cieszyłem się że nie poszedłem przez las na skróty bo nie lubię spotkań z dzikimi zwierzętami a te ganiają nocą nawet po stoku gdzie mieszkałem. Gdy szedłem na imprezę- kompletnie się zgubiłem w nocy po 22.30 w lesie i musiałem brnąć przez strasznie stromy las po kolana w śniegu. Nie chcę powtarzać takiego tripa jeszcze raz a leśne drogi do domków na stoku góry można nocą łatwo pomylić. Nie byłem pewny czy w lesie nie ma wilków. 

3. Spałem tylko 3 godziny a potem ogarnąłem się na śniadanie w pensjonacie. Po śniadaniu musiałem się spakować i wyjść zdając pokój. Nie mogłem dospać tej nocy.  Po krótkim śnie skoki na desce snołbordowej z hopek nie wychodziły mi więc sobie tylko zjeżdżałem czilując na spokojnie na desce. Jakbym miał lepszą zbroję to może i bym skakał a w tej co miałem- ochraniacze na plecach - skorupa żółwia- były już chyba wyklepane od dzwonów i gleb. Po kolejnym upadku czułem kręgi kręgosłupa jak odcisnęły się na zbroi.  

4. Przeprowadzka czyli dlaczego mam tak mało rzeczy ze sobą. Pamiętam jak raz musiałem jechać kilkanaście kilometrów snołbordem nartostradą z Jańskich Łaźni do Peci - z plecakiem na plecach.  Teraz jestem już tak spakowany by się wygodnie zjeżdżało z całym bagażem snołbordem. Zabrałem plecak z pensjonatu gdzie dotychczas mieszkałem i jechałem na desce po śniegu na drodze jakieś dwa kilometry w dół do przystanku skibusów. Wczekowałem się w nowym miejscu na kolejny tydzień.

5. Dziś też poszedłem do klubu na bibkę. Klub na tej wsi był większy niż największy mi znany klub muzyczny po polskiej stronie granicy w mieście rzekomo 140- tysięcznym- oczywiście z tych klubów do których chodzę. Bo są i takie gdzie nie byłem nigdy. Nie mój target- jak to się marketingowo mówi. 

Występ zespołu w wiejskim klubie był świetny i zdominowany przez perkusistę - brodatego faceta w damskiej sukience.  Zrobiłem mu zdjęcia gdy się wygłupiał na scenie kokietując publiczność. Przyszło z 100 czy 200 osób. W kolejce do baru w tym klubie czekałem pół godziny gadając z dziewczyną za mną w kolejce. Jednak tego dnia zmyłem się z klubu po koncercie. Na drodze do domu spotkałem Włochów którzy palili dżointy i dali mi topa (suchy kwiat kanabisu) - bo już wracali do siebie -  chyba samolotem  i jak mówili- sami wszystkiego nie wypalą.

Opr. Adam Fularz

niedziela, 23 lutego 2020

Wspomnienie dnia 23.2.2020

1. Na wyciągu krzesełkowym czteroosobowym mającym co najmniej kilkaset miejsc do siedzenia- pod koniec dnia jeździłem zupełnie sam. Byłem cały mokry. Ale zwykle tak się ubieram- lata praktyki na stokach- że nawet gdy jestem cały mokry to jest mi ciepło. Mam kombinezon termoaktywny a na wierzch nakładam jeszcze gruby kombinezon z polar-stretchu czy polartecu. Jest w tym ciepło nawet gdy jest to mokre i dlatego tak się noszę. Na wierzch mam jednoczęściowy kombinezon snołbordowy. Nie noszę spodni i kurtki bo to nie daje rady w takich sytuacjach.  

W butach snołbordowych chłupała mi woda. Nie przejąłem się nawet gdy wylewała się sznurówkami. Cały dzień jeździłem na switcha. Wszyscy inni sobie już poszli. Ja zaś jeździłem bardzo powoli ale na switcha. Czyli jeździłem tyłem.  

Wyżymałem co chwilę rękawice.  Łała mi się z nich woda. Nie przejmowałem się też gdy w goglach snołbordowych chłupała mi woda. Te gogle narciarskie to w ogóle jest grubsza sprawa. Znana czołowa marka na polskim rynku a ja mam 1 cm akwarium morskie na dole gogli. Gdy w czasie deszczu dojadę do połowy wyciągiem krzesełkowym czteroosobowym to już w połowie podjazdu wyciągiem zupełnie nie widzę niczego poza kropelkami wody na wewnętrznej stronie szybki i muszę je zdjąć. Są może dobre na początku deszczu i fajne na czilowanie gdy świeci słonko a ty jeździsz po 3 godzinach snu bo w nocy na dole w wiosce była dżampa, biba. Ale gdy nie świeci słońce a cały dzień pada ulewny deszcz to mam akwarium oraz same kropelki po 5 minutach. 

Muszę je sprzedać. Albo oddam na reklamację jeśli przyjmą bez paragonu. Dziś znalazłem guza na czole. Nie wiem kto dopuszcza te gogle na rynek ale ja w nich skaczę i upadam na twarz to bolce które mają przeciwdziałać odpadnięciu szybki- nabijają mi guza na czole. Szkoda tylko że psuje się w ten sposób renomę kraju skąd pochodzi ten produkt i jego producent. Był to bowiem produkt polski. Kto dał temu akwarium jakiś atest? Made in Poland w praktyce. W Czechach raz zrobiono reklamę telewizyjną która drwiła z polskich produktów ale rzekomo wycofano ją po protestach polskich władz. Nie wiem czy ktoś się jednak zastanowił - ile w tym jest prawdy? Ja mam polskie gogle dzięki cioci patryjotce. Może lepiej jej nie opowiem tej historii bo ją to tylko zmartwi.

Aż mnie to zabolało gdy myślę o tych goglach, ale w Czechach po ostatnich aferach- polskie firmy straciły wiele. Podobno niemal wszystkie polskie firmy i marki usunięto z półek- tą wiadomość gdzieś tam wyczytałem i nie wiem czy to prawda. 

Klimat się zmienił i jeździłem w monsunowym deszczu całodziennej ulewy. Wchodząc do autobusu powrotnego byłem jedynym pasażerem poza obsługą stoku. Zwykle w sezonie zimowym ludzie się nie mieszczą do środka. Często nieco osób nie może wejść i czekają na kolejny autobus. Ale Czesi potrafią się upchać jak konserwy więc kilka razy jechałem przez godzinę ściśnięty w ekspresowym skibusie. A dziś byłem sam. 

Od kilku dni jest na stokach zupełnie pusto. Z kilka razy tylko czekałem bo przede mną stały pojedyncze osoby. Raz była to cała wycieczka szkolna- spędzali z klasą ze szkoły podstawowej chyba- tydzień na nartach w górach.  Wszyscy bez wyjątku.  Cała klasa szkoły - zwykłej- z miasteczka daleko od tych gór ale ze 3 km od polskiej granicy-  dobrze jeździli na nartach. Mieli plastrony z kolejnymi numerami. Jeździli także w tym deszczu z dłuższy czas. 

O ho. Gdy w nocy to spisuję to przygasa prąd. To halny. Za oknem wieje. Rządowe centrum bezpieczeństwa wysłało nam alert o silnych wiatrach. Wiem bo obdzwaniałem osoby w tym regionie po polskiej stronie granicy. 

Poszedłem do baru w kombinezonie snowboardowym i butach snołbordowych. Musiałem się ubrać w jedyne mniej mokre rzeczy a te były kombinezonem i butami snołbordowymi bo zwykłych nie chce mi się dźwigać ze sobą w plecaku. Gdy jadę na deskę pociągiem to nie taszczę niczego na zmianę. Mam tylko ciuchy do jazdy na sobie i w plecaku,  na sobie kask i zbroję oraz buty snołbordowe na nogach i nic więcej. Nie biorę nawet pokrowca na deskę. Nie mam jak go spakować ani gdzie zostawić. Na tripach w góry był taki pokrowiec klamotem bo po wyjęciu deski nie ma gdzie go schować. 

Dziwne na mnie patrzono gdy poszedłem w tym kombinezonie z goretexu. Nie wiem. Nie przejąłem się tym że zwykle fajna barmanka coś tam gadała na boku. I że oschle mnie obsłużyła. W barze poza kawą nie mieli nic ciepłego do picia mimo że byliśmy w górach i za oknem zacina monsunowym deszczem. Woda w korycie strumienia nagle wzbiera i ogromnie dudni. Ja zastanawiam się czy warto kupić karnet na kolejny tydzień bo deszcz jakby topi cały śnieg. Wieje wiatr, odkąd tylko pamiętam to od samego początku dnia tylko bez sekundy pauzy- pada i pada. Ktoś inny pewno nie jeździłby w taki deszcz. Ja dałem rady. 

Zastanawiam się jak najlepiej się ubrać w przyszłym sezonie. Rękawice nie nadają się na deszcz. W skibarze gadaliśmy i wszyscy mają to samo w rękawicach. Nikt nie miał marki która byłaby sucha w środku.

Nie znam marki która nie przemaka, kiedyś miałem jedne rękawice w połowie gumowe ale drugiej strony była impregnowana tkanina i to nie zadziałało - bo się po paru sezonach przetarło. Nawet krawiec od odzieży sportowej tego nie naprawił. Może powinno się nosić rękawice jak do nurkowania pod lodem? 

Za oknem wieje wiatr i smaga halny. 

Opr. Adam Fularz







sobota, 22 lutego 2020

Już kilkadziesiąt osób chorych na koronawirusa z Wuhan w Europie

Peć pod Śnieżką, 22 lutego 2020


Już kilkadziesiąt osób jest chorych na koronawirusa z Wuhan w Europie. We Włoszech chorych jest co najmniej 51 osób a dwie osoby zmarły. Neue Zürcher Zeitung pisze o tym że ŚFW obniżył swoje prognozy wzrostu dla Chin. W moim otoczeniu osoby gromadzą żywność i leki by nie wychodzić z domu przez długi czas. 

Opr. Adam Fularz na podstawie NZZ.Ch, Wykop.pl oraz wywiadu w swoim otoczeniu



--
-------
Merkuriusz Polski
Polish News Agency polishnews.pl

czwartek, 20 lutego 2020

Zielona Góra: roztrzęsiona kobieta ujawnia opowieść o tajemniczym przedsiębiorcy który sterroryzował miasto


Depesza prasowa Polish News Agency polishnews.pl

Kralovec/ Pec w Czechach,  20.2.2020


Od: Adam Fularz <adam.fularz na s. wieczorna.pl>
Data: czwartek, 20 lutego 2020
Temat: o tajemniczym przedsiębiorcy który sterroryzował miasto


W mieście Zielona Góra w dniu 16.2.2020 z inicjatywy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia o. Zielona Góra miało miejsce spotkanie z p. Tuleyą.  

Prosiłem inne osoby w przepisaniu ze słuchu, zapisaniu poprawnie długiego pytania jakie padło z sali. Był to długi diss, bardzo emocjonalny, mocny. Proszę uprzejmie o korekty jeśli coś opuściłem. 

4 dni temu podszedłem na owe zgromadzenie, spotkanie sędziów i prokuratorów (przyjechał inny sędzia z Warszawy). Siedziałem na ziemi z braku miejsc. Przybyło bardzo dużo osób do sali przy ul. Fabrycznej 13 w Zielonej Górze. 

Wtem ktoś zadał pytanie z sali- na temat lokalnego dziennikarza, który sam wydaje swoje gazety i "terroryzuje miasto"- terrorem zmuszając władze do działania w określonym kierunku. Słuchając tego miałem wrażenie że osoba ta sterroryzowała pół miasta, ba, że owa osoba ma jeszcze inne podobne media w bodaj 30 innych miastach. Z sali ktoś mówił że osoba ta terroryzuje miasto,  że dominuje, że kim ona w ogóle jest że sobie na tyle pozwala i że co ona sobie w ogóle myśli. Według tych słów osoba ta miała być "przedsiębiorcą- dziennikarzem który terroryzuje". 

Osoba która składała skargę, podała więcej szczegółów. Ze wybrani w wyborach politycy nie mogą rządzić, bo owa osoba:

- rzekomo zastraszyła urzędników urzędu miejskiego w taki sposób, że oni - pracownicy UM- w odpowiedzi na propozycje prac przedstawiane im przez obranych w wyborach polityków -powołują się na tą osobę- tego dziennikarza, twierdząc że tej osobie się te propozycje prac nie spodobają, a następnie odmawiają wykonywania poleceń przełożonych, bo rzekomo, wg tej opowieści- boją się tej osoby z mediów, jej niezadowolenia czy jej reakcji, i tego co owa osoba może zrobić.

Rzekomo owi urzędnicy wykonują to co ta osoba im mówi czy pisze-  a nie polecenia swoich przełożonych. W efekcie "to owa osoba rządzi" a nie obrani w wyborach politycy- i wg słów tej osoby która wniosła to oskarżenie, ów dziennikarz ma przesadny wpływ na czynności jakich podejmują się urzędnicy de jure podlegli obieralnym politykom. 

Że ci politycy, wybrani w wyborach, muszą się jakby podporządkować komuś innemu, bo rzekomo tak ich zastraszył czy sterroryzował ów dziennikarz. I że wprost boją się realizować to co by chcieli z powodu zastraszenia. I jeszcze powiedziano że ta sytuacja już trwała gdy politycy ci objęli władzę w mieście i że oni na tą sytuację już natrafili. Że de facto rządził wpływowy przedsiębiorca a nie oni- obrani w wyborach. I że oni to zastali.

Reasumując:
- rzekomo istnieje w mieście przedsiębiorca który prowadzi terroryzm poprzez media i skutecznie uniemożliwia rządzenie osobom wybranym w wyborach, bo rzekomo nie mogą one robić tego co same chcą jako osoby wybrane, lecz muszą wykonywać różne jego propozycje bo on ich do tego zmusza poprzez wywieraną presję. Rzekomo ma on taki wpływ na urzędników, że osoby obrane w wyborach na swoje propozycje zadań do wykonania słyszą od swoich podwładnych w urzędzie w odpowiedzi że "tu pada jego nazwisko"- i że ów przedsiębiorca będzie niezadowolony, więc oni - urzędnicy- tego nie robią ponieważ się owego przedsiębiorcy boją. 

Tą osobę podano w pytaniu do sędziego przybyłego z Warszawy, jako zdecydowanie przesadnie wpływowego lokalnego przedsiębiorcę, jako kogoś kto sterroryzował i zastraszył urzędników miejskich tak że ci wykonują jego wolę, nie robiąc poleceń swoich przełożonych lecz to co ów przedsiębiorca im każe. 

Po tym publicznie domagano się od zebranych- także tutejszych sędziów i prokuratorów- by "wymierzyć sprawiedliwość" i że nie ma sensu bać się tej osoby tylko tego dziennikarza należy zaskarżyć to on nie będzie straszył władz. Mówiono że kim owa osoba niby w ogóle jest- że ostrze sprawiedliwości ją ciągle omija, że zastrasza innych, że sobie pozwala na zbyt dużo i nie tylko w tym jednym mieście ale też w innych etc. Że generalnie- ukarać tego dziennikarza, bo "dominuje", terroryzuje i zmusza innych, zastraszaniem zmuszając do określonego zachowania. 

Według tego oskarżenia- ów przedsiębiorca domaga się rzekomo aby postępowano tak jak chce i wszyscy mają rzekomo postępować tak jak każe im ten dziennikarz. Że osoba ta zastrasza osoby lokalne, one się go boją, tak bardzo się boją że muszą dla świętego spokoju i ze strachu przed nim- robić to co ów przedsiębiorca im każe- i czemu z tego powodu się tego przedsiębiorcy nie skaże aby przestał terroryzowanie władz. 

To było pytanie tej osoby - o wymierzenie kary za przestępstwa- do owego sędziego z Warszawy- po czym nastąpił opis cech tego przedsiębiorcy który jakoś niesprawiedliwie w odczuciu osoby oskarżającej- do tej pory nie został jeszcze skazany.

Rzekomo jest on nietykalny samemu, niejako mając obrońców wśród innych mediów (rzekomo współpracuje on z jakimiś innymi mediami). Pytano, czemu jeszcze temu przedsiębiorcy nic nie zrobiono, skoro jest tak szkodliwy. I czy to z powodu owej ochrony. 

Osoba płci żeńskiej, która zabrała głos, domagała się wręcz by owym medialnym terrorystą zrobić porządek, bo co on sobie myśli, kim on w ogóle jest że terroryzuje i terroryzuje a osoby wybrane w wyborach, zamiast robić to co by chciały, muszą się tego dziennikarza- terrorysty bać i nie mogą "rządzić" czy robić tego co by chciały, przez sam fakt tego że by się to mogło nie spodobać temu dziennikarzowi. W świetle pytań zadawanych sędziemu który przyjechał skądinąd, ten terroryzujący miasto za pomocą mediów dziennikarz- według osoby która zadawała pytanie- wyrósł na jeden z dwóch głównych problemów miasta. 

Owego znanego sędziego się pytano, co z tym dziennikarzem zrobić skoro tak terroryzuje miasto, i jak się go pozbyć. Że osoba ta się stawia osobom wybranym w wyborach i uniemożliwia im realizację ich programu wyborczego.  

Notował:
Adam Fularz, skróty od redakcji



______________________________



Adam Fularz, manager Radiotelewizji

Prezes Zarządu, Wieczorna.pl SP. Z O. O.,ul. Dolina Zielona 24A,   65-154 Zielona Góra


--
-------
Merkuriusz Polski
Polish News Agency polishnews.pl





--
-------
Merkuriusz Polski
Polish News Agency polishnews.pl



--
-------
Merkuriusz Polski
Polish News Agency polishnews.pl

poniedziałek, 17 lutego 2020

Sanocka.pl- zawieszenie działalności

Dzisiaj, w mojej obecności na zebraniu uczęszczanym przez lokalnych sędziów, prokuratorów, polityków, domagano się by "wymierzyć mi sprawiedliwość". Że kim ja niby w ogóle jestem- że ostrze sprawiedliwości mnie ciągle omija, że zastraszam innych, że sobie pozwalam na zbyt dużo etc. Że generalnie- ukarać mnie, bo "dominuję" i zmuszam innych, zastraszaniem zmuszając do określonego zachowania. Trochę czasu zajęło mi by się otrząsnąć.

W krótkim czasie jest to druga tego typu sytuacja, a poprzednim razem, słysząc tego typu wywody, musiałem przerwać czyjś wykład, pytając, czy to jest groźba. Odpowiedziano mi : "Tak, to jest groźba".

W związku z tym że kogoś oskarżając natychmiast mogę liczyć się z odwetem, zmuszony jestem chwilowo zamknąć działalność wydawniczą. Otrzymuję groźby, takie ja ta opisana powyżej. Tym razem wprost domagano się by mnie uciszyć, oskarżyć o coś, cokolwiek.

Adam Fularz
wydawca, Sanocka.pl

środa, 12 lutego 2020

Skarga do prezesa KPRM: polityka transportowa napędzająca emigrację z Polski

do Prezesa KPRM
Skarga na brak kontroli

Szanowni Państwo,
Na terenie przygranicznym w Polsce pozostało bardzo mało osób w wieku młodym, osoby z mojego osiedla szacują skalę emigracji młodego pokolenia na 90 %.

Czy KPRM zamierza nadal utrzymywać i pielęgnować tak drastyczne różnice w polityce transportowej? Po niemieckiej stronie granicy można funkcjonować bez obawy o własne życie i zdrowie, samochody nie parkują na trawnikach, chodnikach (po polskiej stronie granicy chodniki są rozjeżdżone, zniszczone, wszystkie niemal są całkowicie podziurawione, spękane, pouszkadzane, nawet hulajnogą wyczynową nie można przejechać, i wygląda to jak na slamsach). 

Po polskiej stronie granicy w ciągu ostatnich 40 dni na ulicach zabito 100 osób z uwagi na drastycznie inne przepisy ruchu drogowego. Po niemieckiej stronie granicy działa nawet komunikacja zbiorowa, na głównych liniach z FFO nad polską granicą pociągi kursują nawet co 30 minut.

Po polskiej stronie polikwidowano nawet dworce autobusowe. Z dawnego systemu tr. zbiorowego pozostało może z kilkanaście procent porozrywanych skrawków oferty przewozowej. Niemcy boją się przejeżdżać czy przechodzić do Polski z uwagi na "polskie porządki na drogach", i drastycznie zbyt duże ryzyko wypadku, a ponadto po polskiej stronie można się poruszać niemal tylko samochodem. Po niemieckiej stronie granicy można spotkać ofiary wypadków w Polsce - Niemców którzy przejechali na polską stronę granicy i stali się inwalidami do końca życia. 

Co KPRM na ten temat uważa? Czy KPRM nadal zamierza utrzymywać odrębny porządek prawny w prawie drogowym po polskiej stronie granicy nawet za cenę dalszej jeszcze bardziej drastycznej emigracji z Polski? Obecnie ryzyko na drogach po polskiej stronie granicy jest tak wielkie że co najmniej raz w tygodniu na przejściu dla pieszych uskakuję przed samochodem który się w ogóle nie zatrzymuje mimo rzekomego obowiązku ustąpienia pieszemu już na środku pasów. Zastanawiam się aby z obawy o własne życie i zdrowie przeprowadzić się na stronę niemiecką. Po polskiej stronie jest po prostu skrajnie niebezpiecznie. 

W mojej ocenie ryzyko jest na tyle znaczne że nie ma sensu mieszkać po stronie polskiej, nie jest to opłacalne. Kierowcy jeżdżą generalnie za szybko, nikt niemal tego nie kontroluje, w centrum polskich miast jest prędkość 50 km/h (we Frankfurcie nad Odrą w centrum miasta jest strefa jazdy 30 km/h). Po niemieckiej stronie nie można wjechać do miasta starym samochodem (trzeba spełniać normy emisji oraz wykupić zieloną naklejkę z opłatą za myto, aby w ogóle móc wjechać do centrum miasta), zaś po polskiej stronie jeżdżą głównie stare szroty wywalone jako niezdrowe z Niemiec. W polskich miastach powietrze jest brudne i strasznie śmierdzi. Nie można nawet wyjść na spacer.

W Helsinkach w 2019 roku nie zginęła żadna osoba, w roku 2020 w Polsce tylko w ciągu pierwszych 40 dni zginęło 100 osób, nie mówiąc o rannych. Kto wg KPRM ponosi winę? Ustawodawca, rząd polski? A może sami polscy kierowcy i KPRM to ich obwinia? Za obecnego rządu sytuacja na drogach drastycznie się pogorszyła, transport autobusowy zupełnie zanikł, polikwidowano nawet dworce. Wypadków drogowych jest coraz więcej, koło mojego domu w 2020 roku zlikwidowano w promieniu 60 metrów wszystkie zielone skwery budując "1000 miejsc parkingowych". Próbowałem nawet to prawnie zablokować, ale lokalne władze zawsze działały metodą faktów dokonanych.

Mieszkam przy slamsach, po polskiej stronie granicy, i jest tylko więcej zanieczyszczenia, więcej ruchu samochodów. Ulica przed moim domem w te lato zamieniała się w korek samochodowy, nie mogłem się opalać bo za furtką stał sznur samochodów z włączonymi silnikami. W drodze ode mnie do miasta polikwidowano chodniki i pobocza piesze pod kolejne miejsca parkingowe (np. przy przejeździe kolejowym koło mojego domu), więc niebezpiecznie jest już nawet iść pieszo, bo trzeba np. iść środkiem ulicy. 

Mam wrażenie że Państwa rząd utracił nad tym procesem kontrolę. Nie są Państwo w stanie tej sytuacji opanować czy kontrolować. Coś co było slamsem, przez Państwa politykę staje się jeszcze gorszym slamsem na którym nie sposób już bezpiecznie mieszkać czy egzystować. Państwa rząd nie jest już w stanie zapewnić elementarnego bezpieczeństwa tym mieszkańcom którzy jeszcze się nie wyprowadzili do Niemiec czy do UE w obawie przed skutkami Państwa rządów.

Nie ma sensu liczyć na Państwa reakcję, bo jej Państwo nie podejmą, nawet gdyby kryzys gospodarczy drastycznie się nasilił. Państwo nie są zdolni do reakcji, a Pana rząd nawet nie zna sytuacji, nie umie jej ocenić. 

Polskie miasta są generalnie zniszczone przez motoryzację masową, po stronie niemieckiej tego nie ma w takiej skali. Nikt nie wyciął alej drzew pod parkingi, nikt nie zlikwidował zieleńców czy skwerów pod kolejne miejsca parkingowe. Wystarczy przejechać z Czech do Polski by w oczy rzuciły się chodniki zawalone sznurem aut, i centra miast pełne samochodów, a nie ludzi.

Zauważyłem prowadząc lokalne gazety, że mieszkańcy nawet nie prostestują, nie widząc sensu protestu (po polskiej stronie lokalne władze zwykle są mniej więcej te same co za czasów komunizmu). Zwykle osoby młode w mojej okolicy  już pracują po stronie niemieckiej, więc tylko przeprowadzają się na stałe na stronę niemiecką. To się nazywa "głosowanie nogami" (voting by feet). To już nie te czasy gdy ludzie nie mogli się przeprowadzić, teraz te osoby myślą i wiedzą że zamiast liczyć na zmiany, same mogą być tą zmianą. 

Pozdrawiam,
Adam Fularz

--

__________________________________________________________________________

 

Merkuriusz  Polski

 

Polish News Agency. W Krakowie od 3 stycznia 1661 r.



Adam Fularz, manager Radiotelewizji

Prezes Zarządu, Wieczorna.pl SP. Z O. O.,ul. Dolina Zielona 24A,   65-154 Zielona Góra

Wydawnictwo Merkuriusz Polski
"Wieczorna.pl" sp. z o.o.
T +48604443623
F +442035142037
E adam.fularz@wieczorna.pl
Dolina Zielona 24a, PL 65-154 Zielona Góra
KRS 0000416514, NIP 9731008676, REGON 081032764

POLISH NEWS AGENCY POLISHNEWS.PL
AGENCJA PRASOWA MERKURIUSZ POLSKI- Wieści i treści od 3 stycznia 1661 

Informuję rozmówcę o przysługującym mu prawie do autoryzacji wypowiedzi udzielonych naszej agencji. Aby skorzystać z prawa, rozmówca niezwłocznie po udzieleniu wypowiedzi dla AP Merkuriusz Polski musi oznajmić że skorzysta z tego prawa. Czas na autoryzację wynosi 6 godzin od otrzymania przez rozmówcę zapisu jego słów.

Standardy relacjonowania wyborów przez media zgodne z Art. 7 ust. 2 ustawy – Prawo Prasowe.

Kandydat w wyborach nie powinien być formalnie związany z żadnym medium, w szczególności być dziennikarzem, redaktorem naczelnym bądź wydawcą. Jeżeli tak by się zdarzyło, gdyż prawo wprost tego nie zabrania, na czas wyborów nie powinien być on zaangażowany w relacjonowanie wyborów.

Rada Etyki Mediów uznaje udział dziennikarzy w wyborach za złamanie zasad etyki 55 dziennikarskiej . Dziennikarze nie tylko nie powinni kandydować, ale w jakikolwiek inny sposób uczestniczyć w pracach komitetów wyborczych, np. nie powinni pomagać kandydatom w przygotowaniu wystąpień publicznych.

Dobrą praktyką jest wprowadzenie przez szefów redakcji w tym zakresie jasnych wytycznych. 

Media powinny z ostrożnością relacjonować wydarzenia z udziałem kandydatów pełniących funkcje publiczne w czasie kampanii wyborczej, a zwłaszcza ciszy wyborczej. Osoby te, mając łatwiejszy niż inni kandydaci dostęp do mediów, mogą nadużywać go do celów związanych z prowadzeniem kampanii wyborczej. Media muszą być więc szczególnie wyczulone. 

Prowadzenie negatywnej kampanii w mediach, choć nie jest prawnie zakazane, budzi wątpliwości etyczne. Media powinny przekazywać wypowiedzi prawdziwe, wypowiadane w dobrej wierze oraz w tonie umiarkowanym. (..)

W przypadku, gdy tworzy się medium specjalnie na potrzeby wyborów, dane medium powinno kierować się regułami prawdziwości i uczciwości przekazu. Należy także pamiętać, że powstające w okresie wyborczym tytuły prasowe zobowiązane są do przestrzegania wszelkich wymogów stawianych prasie przez prawo prasowe (jeœli publikacja spełnia 56 kryteria definicji „dziennika" lub „czasopisma" wymagana jest np. jego rejestracja w sądzie). Bardzo ważne jest, aby wydawnictwo takie na każdym egzemplarzu posiadało takie informacje jak nazwę i adres wydawcy, adres redakcji, imię i nazwisko redaktora naczelnego. Choć prawo prasowe nie ustanawia obowiązku zamieszczenia impressum na tzw. drukach nieperiodycznych (np. jednorazowo wydanej gazetce), zasada ta powinna być przestrzegana w przypadku wydawnictw dotyczących wyborów. wg http://hfhr.pl/wp-content/uploads/2014/10/HFPC_media_w_okresie_wyborczym.pdf